Pączek z Lidla, Biedronki, Kauflandu, czy może z Dino? Dietetyczka ujawnia, które są najlepsze
Jutro Tłusty Czwartek – jedyny dzień w roku, w którym licznik kalorii przestaje działać, a w dłoniach Polaków ląduje blisko 100 milionów pączków. To święto tradycji, ale i wielkiej komercji. Podczas gdy jedni od świtu będą stać w kolejkach do legendarnych pracowni cukierniczych, miliony z nas ruszą do dyskontów, skuszeni agresywnymi promocjami. Czy pączek za cenę pudełka zapałek to wciąż ten sam przysmak, którym zajadali się nasi dziadkowie? Sprawdziliśmy składy, ceny i ofertę gigantów.
Szaleństwo cenowe: pączek tańszy niż bułka
W 2026 roku sieci handlowe nie biorą jeńców. Wojna na ceny osiągnęła poziom, w którym koszt wyprodukowania pączka wydaje się wyższy niż cena na półce. Wszystko po to, by przyciągnąć nas do sklepu na większe zakupy.
- Lidl: Szokuje ofertą "za grosze". Cena regularna 1,29 zł to tylko wstęp – przy zakupie 12-paku cena jednostkowa spada do absurdalnych 0,09 zł. To psychologiczna bariera, która sprawia, że puste kartony znikają z palet w kilka sekund.
- Biedronka: Nie zostaje w tyle, oferując klasycznego pączka za 0,69 zł przy zakupie 6 sztuk. Sieć stawia na masowość i dostępność pod marką "Kraina Wypieków".
- Dino: Polska sieć stawia na nieco wyższą cenę – 1,79 zł przy zakupie 6 sztuk, co w świecie dyskontów pozycjonuje ich produkt niemal w segmencie "premium".
- Kaufland: Tutaj strategia jest inna – pączek staje się nagrodą za lojalność. Przy zakupach za min. 100 zł można otrzymać aż 12 pączków gratis. Co więcej, sieć przygotowała rekordową ofertę 70 rodzajów słodkości, od klasyki po fantazyjne donuty.
Przeczytaj też: Po czym poznać dobrego pączka? Dietetyczka ujawnia, na co koniecznie zwrócić uwagę
Skład pod lupą: Co kupujemy za 9 groszy?
Musimy być szczerzy: niska cena nie bierze się z magii, ale z optymalizacji technologii. Porównując składy pączków z Lidla, Biedronki, Dino i Kauflandu, widać wspólny mianownik – to produkty wysokoprzetworzone.
Ciasto to tablica Mendelejewa
Zamiast świeżych jaj, w składzie znajdziemy masę jajową lub jaja w proszku. Zamiast masła – tłuszcze roślinne, w tym nasycone kwasy tłuszczowe z oleju palmowego. Aby ciasto było puszyste i zniosło transport, producenci dodają emulgatory (mono- i diglicerydy kwasów tłuszczowych) oraz substancje spulchniające. Często pojawia się też L-cysteina – polepszacz, który sprawia, że ciasto jest elastyczne i idealnie poddaje się maszynom produkcyjnym.

Nadzienie: owocowy miraż
W tańszych pączkach "z różą" nadzienie to często tzw. marmolada wieloowocowa termostabilna. Jej bazą jest przecier jabłkowy, ogromna ilość cukru i pektyny, a szlachetna róża pojawia się jedynie jako śladowy aromat (często poniżej 0,01% składu). W pączkach z Kauflandu czy Biedronki znajdziemy też fantazyjne kremy (pistacja, adwokat), które choć smaczne, opierają się na tłuszczach utwardzonych i sztucznych barwnikach.

Smażenie i mrożenie
Większość pączków w dyskontach to produkty z odroczonego wypieku. Oznacza to, że pączki zostały usmażone w ogromnej fabryce, zamrożone głęboko, a w sklepie jedynie rozmrożone lub krótko dopieczone. Taki proces wymaga użycia większej ilości konserwantów, by produkt po rozmrożeniu wciąż wyglądał na świeży.

Wybór należy do Ciebie: ilość czy jakość?
Czy to oznacza, że pączek z marketu jest "trujący"? Nie, ale jest to produkt o niskich walorach odżywczych. Nasuwa się jednak pytanie: czy naprawdę musimy zjeść 5 czy 6 sztuk tylko dlatego, że są tanie?
"Zawsze podkreślam, że z punktu widzenia medycyny żaden pączek nie jest zdrowy, bo to połączenie białej mąki, cukru i głębokiego tłuszczu. Jeden taki wypiek to od 250 do 450 kcal, które drastycznie podnoszą poziom cukru i obciążają układ krwionośny, zwłaszcza gdy bazują na szkodliwych tłuszczach trans z masowej produkcji. Zamiast jednak ulegać presji i zjadać kilka 'śmieciowych' pączków z dyskontu tylko dlatego, że są tanie, lepiej postawić na jakość, a nie ilość. Wybierając jeden, skrupulatnie wykonany pączek z rzemieślniczej cukierni – nawet jeśli kosztuje 18 zł – dostarczamy organizmowi naturalnych składników, takich jak prawdziwe masło czy konfitura. Taki wybór zapewnia autentyczną satysfakcję sensoryczną i smakową. Jedna uczciwa sztuka zjedzona powoli i z przyjemnością na pewno nam nie zaszkodzi, a pozwoli uniknąć metabolicznego szoku wywołanego chemiczną masówką. W Tłusty Czwartek warto celebrować rzemiosło, a nie promocyjne pakiety, które jedynie zapychają organizm pustymi kaloriami. Pamiętajmy, że nasze zdrowie jest warte znacznie więcej niż kilka złotych oszczędności na marnej jakości produkcie.”
Lepiej zjeść jednego pączka z rzemieślniczej cukierni niż całe opakowanie z dyskontu. Dlaczego?
- Szacunek do składnika: W małej cukierni rzemieślnik używa mąki z lokalnego młyna, prawdziwego masła i prawdziwych żółtek.
- Smażenie na smalcu: To absolutny fundament. Prawdziwy pączek smażony na smalcu nie chłonie go tyle, co pączek smażony na tanim oleju roślinnym. Dzięki temu jest paradoksalnie mniej obciążający dla wątroby.
- Prawdziwa konfitura: W małej pracowni nadzienie to często domowe powidła lub konfitura z płatków róż, które mają smak, a nie tylko kolor.
- Świeżość bez chemii: Rzemieślniczy pączek nie musi przetrwać tygodnia na półce. Jest robiony w nocy, by rano trafić do Ciebie. Nie potrzebuje emulgatorów ani konserwantów.
Smacznego! I z umiarem
Tłusty Czwartek to czas radości. Jeśli budżet jest napięty, pączek z Dino czy Lidla pozwoli Ci kultywować tradycję bez obciążania portfela. Jeśli jednak szukasz prawdziwego kulinarnego przeżycia, zainwestuj w jednego, dobrego pączka od lokalnego mistrza cukiernictwa. Twoje zdrowie, żołądek i kubki smakowe z pewnością poczują różnicę między chemiczną masówką a owocem ludzkiej pracy.